Shop More Submit  Join Login
×

:iconramsay-bolton: More from Ramsay-Bolton


More from deviantART



Details

Submitted on
October 27, 2012
File Size
8.4 KB
Link
Thumb

Stats

Views
303
Favourites
16 (who?)
Comments
14
×
"...Z księgi Malonitów..."
Miejsce do którego nie dociera czas

"Posłuchajcie, Sunari, bóstwa, duchy i mieszkańcy Wód Zaświatów. Sprawca nieszczęść, śmierci, zniszczenia, okrucieństwa i przyczyna zmartwień naszej bogini dobra, został wreszcie zwyciężony. Jego zwycięstwa w walce ze słabymi osłabiły jego samego, dały mu poczucie siły i złudę bycia niepokonanym, a także sprawiły, że stał się nieostrożny. Tak, jak wielu przed, nie zdołał przewyższyć sił dobra i został wreszcie, po tysiącach lat szkodzenia innym, zesłany tam, gdzie zesłane zostają Zenari, demony zniszczenia. Niech stworzenia dobra, którym on nigdy się nie tanie, odetchną z ulgą, gdyż Ziranunun, bóstwo węży, został w końcu pokonany!".

- I teraz zapewne mają wybuchnąć owacje - rozległ się głos. Sinamuka oderwał się od swego przemówienia i odwrócił powoli. W drzwiach stał ubrany na czarno, trochę zasępiony młodzieniec o dużych błękitnych oczach i ciemnych włosach. Przez chwilę przez jego twarz przeleciał ironiczny uśmieszek, jakby sama jego obecność w tym miejscu była stratą czasu.
Sinamuka spuścił oczy i kłonił się lekko, tak jak nakazywała zasada Sunari, ale już nic więcej młodzieniec nie mógł od niego oczekiwać.

- Nie wysilaj się, przyjacielu - nowo przybyły zamrugał oczami i podszedł bliżej. Gdy stanął za plecami Sinamuki, duch światła spostrzegł, że jego włosy nie były takie ciemne jak się na początku mogło wydawać, a teraz dostrzegł w nich nikły rudawy odcień. - Podczas gdy ty przygotowujesz mowę pochwalną dla wysłanników Sunari, ja zaczynam mieć po dziurki w nosie tego całego zamieszania. Umarli zawracają mi głowę! Nie mam chwili spokoju.

- Oczywiście, bóstwo Kay, wszyscy muszą płacić - odparł Sinamuka, zwracając twarz z powrotem w stronę kartki. Pochwała wydała mu się nagle dziwnie krótka.

- Nie, nie sądzę - Kay, bóstwo świata zmarłych pokręcił głową. - Uwolnienie nas od Ziranunun miało nas uwolnić od kłopotów.

- Nie, ono miało uwolnić od kłopotów May, twoją matkę. Demon węży w dalszym ciągu istnieje, a zmuszenie go do odbycia kary będzie rzeczą trudniejszą niż ci się wydaje.
- Mnie się NIE wydaje - ton głosu Kaya świadczył o niezadowoleniu. - Do tej pory Ziranunun w ogóle nie wpływał na moje życie, a teraz, kiedy go w końcu ujęliście, wpływa na mnie bardziej niż zasada śmierci, która przecież wytycza tok moich zajęć.

- Nie zapominaj o mnie, bóstwo Kay - Sinamuka odwrócił się gwałtownie. - To ja jestem strażnikiem Kanti Lai i to na mnie spadnie przykry obowiązek przebywania w jego towarzystwie tysiąca lat, a później zmuszenia go do przemiany.

Kay spostrzegł, że jego rozmówca jest jeszcze bardziej zdenerwowany niż on i przeszło mu przez myśl, ze może rzeczywiście wszyscy w jakiś sposób będą musieli zapłacić za swoje zwycięstwo.

- Ziranunun jest już w Kanti - było to ni pytanie i stwierdzenie.

- Przeszedł wstępną fazę oczyszczenia, czyli zneutralizowanie wewnętrznej agresji.

- Zneutralizowanie - prychnął Kay. - Nie lubię, gdy duchy używają wyrażeń śmiertelnych. Poza tym, zdaje mi się, że w jego przypadku pierwsza faza nie wystarczy, żeby całkowicie...zneutralizować jego przyzwyczajenia.

- Wiesz równie dobrze jak ja, bóstwo Kay, że Kanti Lai to prawdziwe piekło - powiedział z naciskiem Sinamuka. - Demony, które tam trafiają nigdy stamtąd nie wychodzą, jedynie wtedy, kiedy zaczyna się kara. Nawet Ziranunun będzie musiał ulec.

- No nie jestem tego taki pewien - Kay skrzyżował ręce i obiegł wzrokiem pomieszczenie. Było całe zalane ciemną czerwienią, jak wszystko, co znajdowało się w pobliżu Kanti i krainy zmarłych. W miarę oddalania się od tych miejsc, światło zanikało. Strażnikiem tego światła był Sinamuka, duch obrońca, pilnujący schwytanych demonów, bóstw zniszczenia. Dopiero teraz, gdy Kay ujrzał wyraz zmęczenia na jego twarzy i niespokojne ruchy oczu, przypomniał sobie, że jego zadanie nie jest lekkie ani przyjemne.

Postanowił szybko powiedzieć mu to, co musi. Całe to zamieszanie, które spadło im na głowy nie było jego winą, a schwytanie Ziranunun było konieczne i nieuniknione, jeśli chciało się zachować panowanie dobrych sił.

Przez chwilę panowała cisza, podczas której Sinamuka wydłużył trochę swoją pochwałę. Robił to głównie dla May, bo dla niego wysłannicy Sunari, zwani przez niego potępieńcami, nie zasłużyli po prostu na tego rodzaju nagrodę. To była ich praca i żyli jedynie po to, by służyć bogom, a poza tym za dużo czasu spędzali w królestwie zmarłych, co oczywiście odbijało się na ich zachowaniu. Prawie już zapomniał o tym, że za nim stoi Kay, kiedy młodzieniec położył mu dłoń na ramieniu.

- Li znowu zatopił doliny Malonitów - powiedział.

Przez chwilę Sinamuka nie siedział o czym on mówi, dopóki znaczenie tych słów nie dotarło do jego umysłu. Kay zmienił temat.

- On również powinien trafić do Kanti - odparł szybko, nie przestając pisać.

- Powinien trafić do Kanti? - głos Kaya był tak osobliwy, że Sinamuka zerknął na niego spode łba. Bóg zmarłych wpatrywał się przed siebie, a refleksy czerwonego światła odbijały się na jego twarzy. Przed nimi rozciągał się widok na przedsionek piekła nieśmiertelnych, powstały z niskich czerwonych skał, połyskujących dziwnym blaskiem. Kay patrzył jakby ponad nimi, próbując coś wypatrzyć, coś, co tylko on mógł widzieć.

- Tylko że nie jest Zenari - dodał Sinamuka.

- Ale zachowuje się jak demon.

- W chwili gdy Li przekroczy granicę między dobrem a złem i stanie się Zenari, osobiście go ześlę tam gdzie trzeba.

- - Sinamuka, taka granica nie istnieje i nikt naprawdę nie wie, kiedy dobro staje się złem i na odwrót. Powinieneś to przemyśleć.

Sinamuka poderwał się z miejsca.

- To jakaś aluzja do mnie, bóstwo Kay?

- Kiedy ktoś zezwala na ukrócenie kary demonom, stwarza zagrożenie dla całkowitego ich uwolnienia.

To powiedziawszy ruszył ku wyjściu. Już stał w drzwiach, kiedy odwrócił się po raz ostatni.

- Ja naprawdę nie myślę jedynie o obie - odwrócił się i opuścił pokój.

Sinamuka  zacisnął zęby z wściekłości i w przypływie gniewu zmiął kartkę z pochwałą w garści.

- Zadufany w sobie typ - syknął i cisnął kulkę w głąb czerwonego wąwozu, rozciągającego się już od wieków po wschodniej stronie siedziby bóstw. Kulka podskoczyła parę razy na kamieniach, aż w końcu wpadła w jakieś załamanie i znikła mu z oczu.
Pracuje nad tym od dziesieciu lat...
Add a Comment:
 
:iconezoteryczka:
Ezoteryczka Featured By Owner Oct 30, 2012
Ależ Ty operujesz słowem:) Świetne!
Reply
:iconramsay-bolton:
Ramsay-Bolton Featured By Owner Oct 30, 2012  Hobbyist Writer
Fuuuu, dzięki wielkie :D To przebyło wiele poprawek, więc cieszę się, że się podoba ^^
Reply
:iconezoteryczka:
Ezoteryczka Featured By Owner Nov 4, 2012
Może i trzeba było poprawiać... ale czy Ty myślisz o wydaniu tego swojego pisania?:)
Reply
:iconextremecookiemonster:
ExtremeCookieMonster Featured By Owner Oct 29, 2012  Hobbyist
..... O_O
Reply
:iconthe-caligula:
The-Caligula Featured By Owner Oct 28, 2012
Jestem z ciebie dumny...
Reply
:iconramsay-bolton:
Ramsay-Bolton Featured By Owner Oct 28, 2012  Hobbyist Writer
Ojejku...
Reply
:iconthe-caligula:
The-Caligula Featured By Owner Oct 28, 2012
Nie jejkuj, tylko pław się w chwale :lol:
Reply
:iconstarkarya:
StarkArya Featured By Owner Oct 28, 2012  Hobbyist Writer
Najlepsze fantasy, jakie czytałam!
Reply
:iconramsay-bolton:
Ramsay-Bolton Featured By Owner Oct 28, 2012  Hobbyist Writer
Rheally? No nie mów, lady Aryo.
Reply
:iconstarkarya:
StarkArya Featured By Owner Oct 28, 2012  Hobbyist Writer
No naprawdę, Rams. A ja nie mówię Boltonom takich rzeczy nadaremno.
Reply
Add a Comment: